Refleksja przy reniferach – tyle niezwykłości w zasięgu naszej ręki!

Muszę odejść na chwilę od chronologii zdarzeń. Od końca listopada, przez choroby, okres świąteczny i kiepską pogodę nie miałam okazji nigdzie się ruszyć ani sama, ani z Miłoszem. Zamiast tego czytam. Chłonę biografie himalaistów, czytałam o popkulturalnym tripie Jakuba Ćwieka po Stanach, oglądam filmy o Wandzie Rutkiewicz i słucham audiobooków. Dziś zaczęłam „Dobra krew. W krainie reniferów, bogów i ludzi” Magdaleny Skopek. O podróży na półwysep Jamał. Tundra, renifery, koniec świata. I pierwsze słowa, które słyszę w słuchawkach, cytat z Kapuścińskiego:

„Żyjąc jesteśmy otoczeni mnóstwem niedostępnych gołym okiem światów, o których istnieniu nawet nie wiemy i do których najprawdopodobniej nigdy nie dotrzemy. Nasza wyobraźnia jest zbyt uboga, nasza intuicja zbyt zawodna, a wiedza cząstkowa i ograniczona. Toteż najczęściej nie jesteśmy świadomi, że, przynajmniej teoretycznie, mogliśmy poznać wiele bogactw i niezwykłości istniejących w zasięgu naszej ręki. Tyle że chęć takiego poznania mają tylko nieliczni, jest to przygoda uprawiana przez niewielu, namiętność, która rzadko pojawia się w człowieku”.

Jestem wstrząśnięta. Znałam te słowa, ale w poprzednim życiu, lata temu. Czytałam, nie zwróciłam uwagi. A dziś wryły mi się prosto w miękką tkankę pod skórą. Bo to przecież… o mnie. Mam w sobie właśnie taką namiętność. Góra idealna – K2. Zapomniana przez świat północ Norwegii. Omijane przez turystów pustelnie na Islandii. Spitsbergen. Syberia. Przełęcz Diatłowa. To te punkty na mapie, które wołają najgłośniej.

Print Friendly

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *