Punkt zwrotny

Jako nastolatka lubiłam podróże. Sama jeździłam PKS-em lub pociągiem po Polsce, byłam w Anglii, na Słowacji, w Austrii, na Węgrzech. A potem coś się zmieniło. Jeden ograniczający związek, drugi, jeszcze bardziej przypominający klatkę, ślub, dziecko. Minęło 12 lat, a ja zdałam sobie sprawę, że mój świat skurczył się do Krakowa, w którym mieszkałam przez trzy lata, Kielc, do których później wróciłam i Nowego Sącza, w którym mam bliską rodzinę. A jeszcze w 2010 roku uczyłam się fińskiego, żeby emigrować do Finlandii!

Jak do tego wszystkiego doszło? Jakoś dojść musiało, tego się już nie cofnie. Najważniejsze było to, co stało się później. Styczeń 2015. Przegoniłam na cztery wiatry złego człowieka i zostałam sama z dwuletnim synkiem. Niby rozpacz, niby wali się świat, a jednak… Wreszcie odetchnęłam. Byliśmy wolni. Niezależni. Sami sobie. Mogliśmy przecież wszystko, po prostu małymi kroczkami. Nie minęło wiele czasu, kiedy spakowałam Miłosza w pierwszą mikropodróż. A potem ja ruszyłam w podróż bez małego, kiedy był na weekend u ojca. Wspólna makropodróż. Wyprawa w warunkach polowych bez małego. Regularne wędrowanie palcem po mapie i szukanie miejsc, w których chciałabym się znaleźć. Spontaniczne pakowanie rzeczy i ruszanie w drogę przynajmniej raz, a zwykle dwa lub trzy razy w miesiącu. Couchsurfing i międzynarodowi goście w naszym domu.

Miłosz od 2015 roku miał styczność z obcokrajowcami i rozmowami prowadzonymi po angielsku. Kiedy wracam z wypraw, na których go nie było pokazuję mu zdjęcia i opowiadam, co widziałam i co możemy tam zrobić razem, kiedy będzie starszy. I największa satysfakcja do tej pory, moje dziecko (wtedy 3,5 roku): „Mama, jak będę duży to zarobię pieniądze i kupię bilety i polecimy razem na Islandię”. Pamiętał, że jest coś takiego jak Islandia, że lepiej by było wybrać się tam samolotem i że tak bardzo o tym marzę. Ot, codzienność rozwódki z dzieckiem. Chciałoby się napisać… polecam wszystkim ;)

Print Friendly

2 comments on “Punkt zwrotny

  1. Witaj….jestem w miejscu, w którym Ty byłaś jakiś czas temu. Czekam na sprawę rozwodową, z jednej strony wali się świat, bo ciągle cos czuje, z drugiej…ile można. Różnica jest tylko taka, ze ja mam dwoje przedszkolakow i zajmuje sie nimi zdecydowanie częściej niż ojciec Twojego syna.mam juz za soba spontaniczne wyjazdy nad morze, mam za soba uruchomienie dziciakow. Teraz chce uruchomić siebie. Wróciłem do chodzenia po górach, za dwa tygodnie robię swoja pierwszą prawdziwą wyprawę rowerową. Chcę żyć. A to co i jak piszesz fajnie do tego zachęca. Może się odezwiesz,bede zaglądał do Ciebie częściej. A dzis…po prostu Ci dziękuję :) pozdrawiam

    1. Hej hej. Z doświadczenia powiem – to „czucie” mija. Cieszę się, że nie zrezygnowałeś z dzieciaków i że starasz się im zapewnić radosne dzieciństwo. I tak, teraz zdecydowanie czas na Ciebie! Które góry kochasz najmocniej? Jaki szczyt chcesz zaliczyć w tym roku? Chętnie Cię z tego rozliczę ;) Najważniejsze to zmusić się do tego, żeby ruszyć. Potem trzeba się już tylko powstrzymywać, żeby nie być w drodze cały czas :) Zaglądaj, odzywaj się, żyj! Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *